Środa, 18 października 2017 r. | imieniny: Juliana, Łukasza

W moim życiu jest tylko jedna pasja - muzyka PDF Drukuj Email
W moim życiu jest tylko jedna pasja - muzyka .

Resize of C-BooL 2013 Foto 2Rozmowa z Grzegorzem Cebulą, znanym szerokiej publiczności jako C-BooL, który wystąpi w Borzęcinie podczas Dni Gminy – Grajmy Swoje.

- W Internecie mało jest z Tobą wywiadów, nawet nasze pierwsze kontakty dały mi do zrozumienia, że nie lubisz wywiadów...

- Jest w tym troszeczkę prawdy. Staram się, aby muzyka przemawiała za mnie bardziej niż ja potrafię ubrać coś w danym momencie w słowa. Wiadomo, czasem trzeba coś o sobie powiedzieć, jakoś się przedstawić, pokazać słuchaczom, fanom kim się jest i co się robi oprócz muzyki. Ogólnie, wywiad raz na jakiś czas wystarczy.

- Znam Twoje hity, ale dopiero od kilku tygodni wiem, że w ogóle istniejesz. Nie brzmisz ,,polsko”. Dopiero dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Borzęcinie Piotr Kania posadził mnie przy komputerze, włączył mi kilka piosenek i zapytał czy znam. Gdy potwierdziłem, odparł: i to właśnie jest C-BooL, gość z Polski, ze Śląska. Moi znajomi mają podobnie, bo sprawdzałem.  Często spotykasz się z zaskoczeniem ludzi, którzy słysząc Twoje piosenki nie wierzą w Twoją polskość, jakkolwiek to brzmi?

- Tak, gość z Polski, gość ze Śląska. Już we wcześniejszych latach mojej działalności muzycznej spotykałem się z takimi reakcjami, ponieważ zawsze tworzyłem muzykę w języku angielskim. Mam dwa nagrania na swoim koncie w języku polskim, ale są to tylko epizody. Jedno z tych nagrań jest parodią mojego kawałka ,,Body & Soul” i zrobiłem to kiedyś z Karrambą z Pewexu. Drugie nagranie „Lepszy bit” powstało, ponieważ chciałem spróbować, jak zostanie odebrana moja muzyka stricte klubowa z polskim wokalem i jakoś nie przeszło. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że powinienem zostać przy anglojęzycznej muzyce. Dlaczego ludzie myślą, że jestem z zagranicy? Czytam czasem komentarze w internecie, ale również w bezpośrednich rozmowach, ludzie mówią mi, że ta muzyka brzmi jak zachodnie utwory. Jest to dla mnie spory komplement, ale również motor napędowy do dalszego działania.

- Jednak ludzie nie do końca się mylą. Twoje utwory zdobywają zagraniczne listy przebojów.

- Zaczynają zdobywać. Piosenki zaczynają się pojawiać w zagranicznych stacjach radiowych. Moje zeszłoroczne nagranie ,,Never Go Away” podbiło rosyjski rynek radiowy, ponieważ doszło do 4. miejsca w skali Rosji, jeżeli chodzi o ilość emisji radiowych w danym czasie, a w okręgu moskiewskim dotarło do 2. miejsca. Było zaraz po słynnym ,,Despacito”. Jest to dla mnie duże wyróżnienie. W Rosji też pewnie nie wiedzą, że jest to nagranie z Polski, bo dostałem takie informacje. Dopiero będziemy starali się powolutku przedstawiać moją osobę, żeby ludzie dowiedzieli się tam, kim jest C-BooL i skąd pochodzi. Nie wiem czy to zadziała na plus, czy minus jeśli Rosjanie dowiedzą się, że C-BooL jest z Polski (śmiech). Nie mam się jednak czego wstydzić, jeśli chodzi o moje pochodzenie i narodowość.

- Staram się realizować wszystko na najwyższym poziomie. Czerpię inspiracje przeważnie z zachodnich utworów. Niestety z Polski, bardzo przykro mi o tym mówić, nie biorę inspiracji z żadnych aktualnych nagrań, chyba że są to stare nagrania, brzmienia klasyki polskiego rocka. Mamy bardzo dużo zdolnych wokalistów, bardzo dużo pięknych głosów w Polsce, ale piękny głos i zdolny wokalista nie zrobi jeszcze dobrej muzyki. Musi mieć do tego autora, kompozytora i producenta muzycznego, który to nagranie napisze, zaaranżuje, wyprodukuje, zmiksuje itd. W przeciwieństwie do naszego rodzimego rynku, na zachodzie producenci dużo eksperymentują z brzmieniami, łączą żywe brzmienia z dużą ilością elektroniki. Często te zachodnioeuropejskie czy światowe nagrania brzmią prosto, prowadzi je fajny motyw, melodyjka i do tego jest dobry wokal, ale jednak mają w sobie to coś, co powoduje, że chcą tego słuchać masy. Dlatego staram się czerpać wzorce z zagranicy i robić to w stylu zagranicznym i być może właśnie dlatego ludzie odbierają, że nie jestem z Polski. Życzyłbym sobie, aby na polskim rynku pojawiło się więcej nowoczesnych i oryginalnych nagrań, o których mówiono by: ,,o, to nie brzmi jak polskie”.

- Twoje ,,niepolskie’’ brzmienie ma potwierdzenie chociażby w Rosji.

- Moje piosenki pojawiają się w wielu krajach na playlistach. Mam sygnały, że moje utwory pojawiają się w Grecji, Turcji, Portugalii, Czechach, a nawet w Brazylii czy Meksyku, a także powolutku we Francji i Niemczech. Nie jestem w stanie do końca tego wszystkiego monitorować, bo to trudne zadanie.

- Nie kojarzę żadnego artysty w ostatnich dwóch dekadach, którego piosenki zdobywały zagraniczne listy przebojów.

- W ostatnich latach takie coś nie miało miejsca. Pamiętam, że swego czasu Edyta Górniak zdobywała brytyjskie listy...

- Ale to już jest prehistoria.

- Jednak w niszowych gatunkach jest wiele zespołów i wykonawców, na przykład Behemoth, którzy są znani, ale właśnie wśród fanów swojego gatunku. Natomiast jeśli chodzi o mainstream, typową muzykę pop, to zagranicą jeszcze nie istniejemy.

- Lubisz słuchać swoich piosenek w radiu? Co wtedy czujesz?

- Bardzo lubię słuchać swoich piosenek, ponieważ one wychodzą prosto ze mnie. Jeśli jestem zadowolony ze swojego dzieła, to wtedy bardzo chętnie go posłucham w radiu, nawet czasami sobie to radio dam głośniej. Ostatnie półtora roku przyzwyczaiło mnie już do tego, że moje nagrania są bardzo często grane w radiu. Trzy nagrania z kolei udało mi się w Polsce umieścić na szczycie Airplay’a. Never Go Away, Magic Symphony, były w szczycie swojej popularności najczęściej granymi utworami w polskim eterze. Ostatni singiel DJ Is Your Name doszedł do trzeciego miejsca Airplay, ale doskonale sobie radzi w Internecie – wyświetlenia idą najszybciej ze wszystkich tych trzech utworów, ponieważ ma zaledwie 3 miesiące a zanotował już 19 milionów odsłon.

- Czego słuchasz jadąc autem w trasę?

- Przeważnie coś leci. Bardzo często gra radio, jeśli nie chcę się zbytnio skupiać na tym czego słucham. Muzyka radiowa jest lekka, łatwa i przyjemna, szczególnie w dużych komercyjnych stacjach. Jeżdżąc na cotygodniowe koncerty pokonuje długie trasy, dlatego w samochodzie spędzam czasem 6-7 godzin. Wtedy słucham sobie radia, albo przesłuchuję nową muzykę, którą mogę wykorzystać w DJ secie. Mam taki sprawdzony system działania jeśli chodzi o dobór nagrań do seta. Najpierw przesłuchuję różne źródła: listy przebojów, serwisy dla DJ, a następnie pobieram materiały, które mnie zainteresują i ładuję je do telefonu i na pendrive. Drugim miejscem selekcji jest mój samochód. Mam taki sprawdzony sposób, że jeśli nagranie spodoba mi się w samochodzie, a przesłuchuję takich nowości średnio kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt tygodniowo, to 4-5, które najbardziej mnie ruszyły, przysłowiowo „wbiły w fotel” przechodzą dalej. Jestem wtedy prawie pewny, że mogę je zagrać, a ludzie na parkiecie też je dobrze odbiorą. W 90% to się sprawdza, mam wrażenie, że mam nosa do wyboru kawałków. Dobrze przedstawiona nowość, w odpowiednim miejscu seta, w odpowiednim momencie też ludzi poruszy, wbrew powszechnej opinii, że ludzie bawią się dobrze głównie do tego, co już znają.

- Można powiedzieć, że prowadzisz testy na ludziach. Ich reakcje w klubie na Twoje utwory mają dla Ciebie duże znaczenie?

- Testuję sobie niewydane jeszcze wersje. Dzięki temu wiem na przykład, że jeden moment trwa za długo, że mógłbym skrócić nagranie, bo ludzie tracą energię przez tą jedną frazę za dużo. Jako producent i DJ i jednocześnie mogę sobie przetestować reakcje ludzi na nagranie nim zostanie ono wydane.

- Jest jakiś koncert, który wyjątkowo zapadł Ci w pamięć?

- Nie, ale bardzo lubię grać u siebie, w Pyskowicach. Nawet ostatnio miałem okazję na występ podczas kolejnych Dni Pyskowic. To był mój trzeci rok z rzędu i co roku pobijam rekord frekwencji na całej imprezie. W tym roku do tego stopnia, że nie było miejsc parkingowych w dużej odległości od miejsca imprezy. Ludzie parkowali na drugim końcu miasta. Padł absoluty rekord frekwencji. Dodam jednak, że najbardziej lubię grać w plenerze - w klubach już się nagrałem przez wszystkie lata sporo, choć teraz łączę konsekwentnie granie klubowe z plenerami w sezonie. W plenerze ta energia jest większa, tłum jest odwrócony w moją stronę, dużo bardziej mogę grać ciałem, a publiczność robi dokładnie to co ja. Staram się grać bardzo ekspresyjnie, dużo się ruszam, a fotografowie na imprezach śmieją się, że bardzo ciężko mnie uchwycić podczas tych moich „tańców scenicznych”.

- Czego mogą się spodziewać mieszkańcy, którzy przybędą na Twój koncert do Borzęcina?

- Na pewno bardzo energicznego seta w moim stylu, chciałbym po tych 90 minutach koncertu, aby bolały ich dłonie od klaskania, gardła od krzyczenia i nogi od tańczenia.

- Internet jest bardzo ważny w Twoim życiu, bo dzięki niemu nawiązałeś współpracę z wietnamską wokalistką Giang Pham?

- Przeszukiwałem sobie portal, gdzie wokaliści oferują swoje usługi śpiewania i trafiłem na Giang Pham. Udało nam się stworzyć hit. Mój pomysł, moje słowa i melodia oraz piękny wokal Giang Pham zaowocowały tym, że nagranie bardzo się spodobało. Zaprosiłem ją na występy gościnne podczas Eska Music Awards oraz Przebój Lata RMF i Polsatu - to było właściwie nasze pierwsze i ostatnie osobiste spotkanie. Potem jeszcze nagrywaliśmy, ale Giang nie przyjeżdżała do Polski. Staram się jednak promować moją muzykę jako DJ sety, a nie muzykę live, dlatego live jest tyko na potrzeby telewizji, ponieważ tam musi się pojawić, ktoś kto śpiewa. Odległość też zrobiła swoje, z Wietnamu nie jest łatwo do Polski przyjechać.

- Na koniec ambitne pytanie dziennikarskie: 20 lat pracy twórczej, ale chyba było warto czekać do 2016 roku i się nie poddawać?

- Oczywiście, że było warto! Nie spodziewałem się, że mogę osiągnąć taki sukces. Robiłem cały czas swoje, coś co kocham od dzieciństwa. Może ta autentyczność i pasja zaowocowały. W moim życiu pojawiały się różne zajęcia: fotografia, sporty, ale to były dodatkowe hobby. W moim życiu jest jednak tylko jedna pasja – muzyka. Być może dostałem nagrodę od losu, za tą moją konsekwencję w działaniu.

- Niespodzianka i jeszcze jedno pytanie: jaki masz plan na siebie? Trudno mi sobie wyobrazić DJ 50+ lub 60+

- Człowiek ma tyle lat na ile się czuje. Dopóki mi siły pozwolą i nie będę wyglądał śmiesznie za konsoletą będę grał. Na moje koncerty przychodzą również nastolatkowie, których mógłbym właściwie być już teraz ojcem. Jeśli w tej chwili ta różnica pokoleniowa nie robi moim odbiorcom problemu, to myślę, że kiedy będę miał 50 lat i zdrowie dopisze, a energia będzie nadal taka sama to będę grał dalej.

Share/Save/Bookmark
 
© 2011 Oficjalny Portal Gminy Borzęcin
designed by Mariusz Zawistowicz, Coded by Rafał Bakalarz

Zgodnie z Art.173 ust.4, pkt.3 informujemy, iż w celu optymalizacji treści dostępnych w naszym portalu, dostosowania ich do indywidualnych potrzeb każdego użytkownika, jak również dla celów statystycznych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszych serwisów internetowych, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies.
polityka cookies.

Akceptuje cookies na tej stronie.

EU Cookie Directive Module Information